Ponieważ tegoroczne Święta Bożego
Narodzenia wypadają w środku tygodnia wzięliśmy kilka dni urlopu by nacieszyć się
tygodniem wolnego na wsi- przynajmniej taki był plan, co z niego wyjdzie
zobaczymy. Na razie naprędce przystroiliśmy choinkę przed domem, z kuchni
rozchodzi się zapach imbirowych ciasteczek, mam nadzieje spędzić choć Wigilie
na wsi. Zdążyłam też pójść na spacer do
lasu tym razem w mrocznej mglistej odsłonie.
Liczyłam na odrobinę słońca, ale szarość dopadła nas i na wsi. W pełni
rozumiem słowiańskich przodków, którzy hucznie
świętowali narodziny Swarożyca oraz zwycięstwo światła nad ciemnością .
Jedliska
już nie Dziennik Budowy a Dziennik Pokładowy ;-)
niedziela, 21 grudnia 2025
Szczodre gody -najkrótszy dzień w roku
Hrabina
Kilka dni temu otrzymałam od pani Stawowej intrygujące zdjęcie. Przedstawiało ono ekshumację hrabiny Elisabeth Frenzel, pochowanej na grobli. O hrabinie wspominałam już nieraz, bo w okolicy krąży o niej wiele legend. Była właścicielką Duczowa Małego i Jedlisk. Podania głoszą, że felernego dnia poszła do lasu, by wykopać ukryte złoto i uciec z nim za granicę. Sowieccy żołnierze, licząc na szybki zarobek, próbowali wyciągnąć od niej informacje o miejscu ukrycia skarbu. Ponieważ milczała, zamordowali ją.
Tyle mówi legenda, która co
roku przyciąga poszukiwaczy skarbów przeczesujących groblę z wykrywaczami
metalu. Prawda była jednak mniej barwna: hrabina została wyprowadzona ze swojej
posiadłości i brutalnie zamordowana w lesie. Mieszkańcy wioski pochowali ją na
grobli i przez te wszystkie lata dbali o jej grób. My również tam zaglądaliśmy,
a w Zaduszki zapalaliśmy znicz.
Szczerze mówiąc, nie rozumiem,
dlaczego grupa historyków wpadła na pomysł ekshumacji i przeniesienia szczątków
na „ziemię poświęconą” – na cmentarz wojenny w Nadolicach Wielkich. Odnoszę
wrażenie, że w ten sposób region został pozbawiony kawałka swojej historii.
Osobiście uważam, że jako właścicielka ziemska chciałabym spocząć na własnym
terenie, wśród szumu sosen i śpiewu ptaków. Zrobiło mi się po prostu smutno –
najpierw odebrano Elisabeth życie, a teraz nawet miejsce wiecznego spoczynku.
Mam jednak nadzieję, że duch hrabiny nadal będzie czuwał nad naszą wioską.
poniedziałek, 10 listopada 2025
Listopadowy czas mroku.
Nadszedł czas mroku mgieł i zimna, bardzo chciałam uciec od szarości. Licząc na odrobine słońca na wsi namówiłam Pana Męża na weekendowy wyjazd. Uparta mgła ciągała się za nami aż do Wielunia, natomiast wieś powitała nas słońcem. Niestety, radość była krótka. Zanim zdążyliśmy rozpakować auto, niebo zasnuło się chmurami. Miałam złe przeczucia – ta jesienna szarość nas dopadnie. I tak się stało. Pierwszego, jeszcze jako tako słonecznego dnia, ruszyłam nad stawy z aparatem. Panowała tam gorączkowa atmosfera. Widać było, że ptactwo szykuje się do zimy i nerwowo szuka bezpiecznego miejsca. Co rusz nad moją głową przelatywały stada: żurawie, czaple, a nawet łabędzie krzykliwe. Na jednej z piaszczystych łach wypatrzyłam kormorany.
Kolejne dni, spowite gęstą
mgłą, nie sprzyjały fotografii. Stawy jakoś dziwnie opustoszały. Jedynie
liczące ponad sto osobników klucze żurawi przemieszczały się regularnie nad
naszym domem – rano w kierunku żerowisk, wieczorem z powrotem na spoczynek.
Postanowiłam się nie poddawać
i nadać nieco koloru życiu, udekorowałam dom jesiennym bukietem, zapaliłam świece
zaprosiłam bliskich , takie wspólne leniwe pogaduchy przy dobrym jedzeniu i
aromatycznej kawie to idealny sposób na przetrwanie tego ponurego czasu. 😊
niedziela, 2 listopada 2025
Jesienne kaprysy natury.
Skoro plany fotograficzne spaliły na panewce, pomyślałam: może chociaż grzyby? Niestety, wszystkie okazy zostały wyzbierane najprawdopodobniej tydzień wcześniej. Pan Mąż, widząc to, stwierdził: „W tym roku nic z sosu grzybowego”.
Ale ja się nie poddałam. Poszłam szukać na własną rękę i... znalazłam! Kilka dorodnych podgrzybków. Ta garść grzybów zadziałała na wyobraźnię Męża, który późnym popołudniem postanowił jednak dołączyć do leśnej ekspedycji.
Chodziliśmy po lesie przez dobrą godzinę. W pewnym momencie zrobiło się ciemno i zaczął siąpić deszcz. Postanowiliśmy szybko wracać do domu, kierując się w stronę stawów, by skorzystać z wygodnej, leśnej ścieżki.
A tam... czekała na nas prawdziwa niespodzianka.
Nad stawem, w świetle zachodzącego słońca, objawiło się nam pełne piękno jesieni. Woda, drzewa, kolory – to wszystko stworzyło widok, który zapierał dech. Oczywiście, tradycyjnie, nie miałam przy sobie aparatu. Wyciągnęłam więc telefon. Zdjęcia zrobione komórką wyszły zaskakująco dobrze, dlatego pragnę się nimi podzielić.
sobota, 18 października 2025
Deszczowa czapla
Kolejny słotny weekend.
Mogłabym napisać kilka frazesów o pogodzie i o tym, jak to normalnie deszczowe
spacery mi nie straszne – bo przecież jestem twarda i jesienna słota mnie nie
zniechęca. Ale prawda jest taka, że mój organizm jeszcze nie przestawił się na
chłód. Zdecydowanie wolę siorbać gorące kakao, obserwując tańczące na wietrze
liście przez okno.
Jednak spacery w deszczu mają
swój niepowtarzalny urok, zwłaszcza w Jedliskowym lesie. Dlaczego? Bo nikt
normalny w paskudną pogodę się tam nie wybiera. Zwierzaki doskonale o tym
wiedzą – tracą czujność, a to idealny moment, by podejść je blisko i uchwycić
ciekawe ujęcia.
Poniżej prezentuję efekt takiego spotkania czaplą.
niedziela, 12 października 2025
Wspomnienie lata
W tym roku jesień nadeszła bez
ostrzeżenia, niespodziewanie i gwałtownie. Z dnia na dzień zrobiło się chłodno,
a poranki spowiły mgły i szron. Liście szybko przebarwiły się na ogniste kolory
i... zaczęła się słota. Jadąc z pracy, podziwiam pięknie ubarwione drzewa, lecz
nieustannie padająca mżawka uniemożliwia zrobienie im dobrych zdjęć.
Może to dobry moment, by
podzielić się wspomnieniami lata? Czas na wsi był bajkowy a to za sprawą upraw otaczających
nasz dom. Z jednej strony facelia, na
modłę Prowansji, barwiła okolicę na intensywny fiolet, z drugiej zaś —
rozciągały się słoneczniki. Całości dopełniały romantyczne, różowopomarańczowe
zachody słońca.
Ale cóż tu dużo mówić — najlepiej
pokażą to zdjęcia.






