środa, 10 czerwca 2026

Oko w oko z młodym jelonkiem

 Mam ostatnio szczęście do zaskakujących spotkań. Na tak zwaną czerwcówkę, czyli przedłużony weekend w okolicach Bożego Ciała, pojechaliśmy tradycyjnie na Rancho. Pogoda typowa dla wiosny - w kratkę – jeden dzień z deszczem, następny ze słońcem. W pogodną aurę po okolicy kręciło się sporo spacerowiczów, do tego uaktywnili się amatorzy sportów terenowych. W pobliżu naszego domu odnotowałam spory ruch: skutery, motocykle, kłady. Nie było sensu wybierać się do lasu, zwierzęta zaszyły się w gęstwinie.

To była dobra decyzja – kolejny, deszczowy i pochmurny dzień skutecznie odstraszył hałaśliwych ludzi. Późnym popołudniem, gdy deszcz ustał, wyciągnęłam Pana Męża na spacer. Kiedy weszliśmy na leśną ścieżkę, zastrzegłam: „Mów tylko szeptem, cicho stąpaj i nie pociągaj głośno nosem” 😉.

I jak zwykle to zadziałało. Wpierw zaskoczyłam kaczki odpoczywające na brzegu stawu – choć właściwie to one mnie zaskoczyły, gdyż miałam nieprzygotowany aparat. Następnie znad dużego stawu poszliśmy groblą w kierunku średniego. Tym razem aparat był już ustawiony, a palec spoczywał na spuście. Najpierw za starym bukiem wypatrzyłam sarnę (od razu poprawił mi się humor) – pstryk, jest fotka! Poszliśmy dalej. W pewnej chwili kątem oka dostrzegłam jakiś przemieszczający się cień. Przyłożyłam aparat do oka i wówczas w obiektywie mignęła mi piękna łania. Seria zdjęć zrobiona. Jeszcze nie zdążyłam opuścić rąk, gdy w wizjerze widzę coś niesamowitego – prosto na mnie pędzi młody jelonek! Emocje sięgnęły szczytu. Szybka kalkulacja: maluch przestaje mieścić mi się w kadrze – jest naprawdę blisko! Dzielnie stoję w miejscu i pstrykam. W końcu spojrzałam na niego znad aparatu. Stał jakieś 3 metry ode mnie. Oglądał się za siebie – widać było, że szuka mamy. Później niepewnie zrobił krok w moją stronę. Pstryknęłam jeszcze jedną fotkę, a Pan Mąż wyszeptał: „Zaraz zostaniesz jego adoptowaną matką”. W tym samym momencie z gęstwiny dobiega nawoływanie łani. Aby nie płoszyć malucha, spokojnie i po cichu się wycofujemy.

 Emocje, jakie towarzyszą takim spotkaniom, są niesamowite. Endorfiny buzowały w moim organizmie do późnej nocy. Wieczorem przeglądałam zrobione zdjęcia i wysyłałam je najbliższym, by podzielić się swoim szczęściem. 






młody wcale nie był mały  ;-)