wtorek, 2 kwietnia 2013

Tropiąc żurawie.

Jadąc na wieś wiedzieliśmy, że czeka nas kolejny atak zimy. Spakowałam ciepłe ciuchy,  jedzenie na pierwszy dzień, kilka niezbędnych akcesoriów i oczywiście wysłużonego canona. Zamierzałam upolować żurawie. Zastanawiałam się tylko czy w takie śniegi i mrozy spotkam te ptaki.

Pierwszy dzień na rancho w okresie zimowym nie należny do najprzyjemniejszych - dom zieje chłodem i lodem Zanim temperatura w pomieszczeniach osiągnie przyjazne +20 robimy wszystko by nie zmarznąć. Sprzątamy, odkurzamy, pijemy gorącą herbatę w tym czasie piec hula w najlepsze. Pod wieczór robi się już przyjemnie tylko my jesteśmy umęczeni.
Właśnie wieczorem kończyłam rozpakowywanie gdy za oknem zaczęło już zmierzchać, na łąki wyszły żerować sarenki a za nimi ...... spostrzegłam najprawdziwszego żurawia .

 Pierwszy dzień - pierwszy żuraw na zachętę :-)



Drugi dzień - żurawie w locie.
Mimo lodowatego wiatru wyciągnęłam rodzinę na spacer nad stawy. Oczywiście miałam nadzieję na spotkanie trzeciego stopnia.
 Tymczasem
stawy skute lodem, na lodzie łabędź a właściwie łabędzia kula. Zmartwiłam się, że biedak przymarzł, chciałam wszczynać akcje ratunkową, na szczęście tylko spał .
Było okropnie zimno by Martyna nam nie zmarzła  wróciła z Wojtkiem do domu.
Natomiast Ja z Michałem postanowiliśmy tropić dalej. Na grobli znaleźliśmy ślady wielkich ptaków.
A po chwili usłyszeliśmy szum skrzydeł ....... przeleciały tuż obok nas. 



Trzeci dzień - znów żurawie w locie.
Następnego dnia tylko najprawdziwsi twardziele wybrali się do lasu ;-) Wojtek z Martyną woleli zostać na podwórku i lepić świątecznego bałwana.  
My obeszliśmy wielki staw dookoła i ... nic a właściwie tylko .... pałki wodne.


Dopiero kiedy wyszliśmy z lasu, idąc przez zaśnieżone pola, nad naszym domem zobaczyliśmy......... :

Miałam wrażenie, iż one się ze mnie naśmiewają.
A tak poważnie to czego mogłam się spodziewać, ludzie którzy robią zdjęcia ptaków całymi miesiącami się do zdjęć przygotowują, budują szałasy, czatownie -   a ja ot tak chciałam, na farta liczyłam......
Oczywiście nie odpuściłam, prawie co dzień szlajałam się po okolicy skutkiem czego jest spora ilość zdjęć żurawi w locie :-)

Przedostatni dzień naszego pobytu na wsi -  w końcu żurawie na ziemi.
W poniedziałek śniegu było na prawdę sporo, wybrałam się na pożegnalną przechadzkę po lesie.
Przechadzka - sport ekstremalny. 
Spragniona pięknych widoków brnęłam przez świeży, mokry śnieg, który miejscami sięgał kolan. Kiedy poczułam, że moje spodnie robią się nieprzyjemnie zimne i mokre zawróciłam w stronę domu. Jak tylko wyszłam z lasu na skraju wsi dojrzałam wielkie ptaki, dumnie przechadzające się po miedzy.
Mimo zimowej zawieruchy dostojnie i z gracją chodziły po polu - są piękne.
Mam nadzieję że kiedyś zrobię im zdjęcie w tańcu :-)
W zeszłym roku tańczyły na łące przed domem , ale w tedy nie miałam przy sobie aparatu :-(

2 komentarze:

  1. Ale wspaniałe ptaki i jak zwykle piękne zdjęcia! Nigdy nie widziałam żurawi, mam nadzieję, że je kiedyś zobaczę. Na zdjęciach wyglądają jak wielkie ptaki emu! Pozdrowienia z wyjątkowo i nietypowo słonecznej Irlandii!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę słońca u nas dalej śnieżyce i chlapa.
    Dziękuję za komentarz,
    pozdrawiam,
    Edyta

    OdpowiedzUsuń